• Historia a mit

      O Afryce zwykło się na Zachodzie mówić, że „nie ma historii”. Arthur Anthony Macdonell, wybitny brytyjski sanskrytolog (1854-1930) pisał o indyjskiej historiografii jako o „słabym punkcie” Indii. Dla niego Hindusi nie spisywali historii, bo po prostu – tak jak Afryka – jej nie mieli. Ten sam badacz jednak zauważa, że bramini uznali doktorynalnie każdy czyn za dodane zło i stąd ich niechęćdo dokumentacji. Podejście wedle któego uznajemy nasze rozumienie historii za jedyne właściwe jednak jest ograniczające – zostajemy zamknięci na Innego, uznając za odpowiednie jedynie katolickie/Heglowskie pojęcie historii jako linearnej. Indyjskie ujęcie czasu jest jednak inne.

      Itihasa, indyjski odpowiednik nauki o historii, miesza mit z faktami historycznymi. Jest to coś w rodzaju poezji bardów, nie konkret zachodniej historiografii. To tak, jakby uznać dzieła Homera za podręczniki. Mit jest tam nadal żywy, ponieważ Indie zachowują historyczną ciągłość. Odkrycia archeologiczne wydobywają z odmętów przeszłości wizerunki bóstw wciąż czczonych.

      Na Zachodzie nasza perspektywa na historię jest nowoczesna. Pisze o tym Paweł Grad w swojej książce „O pojęciu tradycji”. Dziś zostały nam fakty i uniwersalia, nie zaś sens zdarzeń historycznych. Składa się to na większy obrazek odejścia od tradycji, czyli oświeceniowego rozdzielenia polityki, religii i nauki.

      Ranajit Guha postulował „indyjską historiografię Indii”. Być może jest to możliwe w dzisiejszym, postkolonialnym świecie, kiedy coraz bardziej staramy się dać głos Innemu.